Ciasto marchewkowe

Właśnie wyszła na świat moja nowa książka. To duże wydarzenie – początek istnienia książki to czas opiekowania się nią, opowiadania o niej ludziom i słuchania komentarzy na jej temat.

Pierwsze komentarze bardzo sympatyczne – kobiety czytają (na razie czytelniczkami są tylko kobiety), uśmiechają się, mówią o lekkości i optymizmie, który wchłaniają przy czytaniu.
A wczoraj dostałam informację, że w przepisie na ciasto marchewkowe nie ma marchewki. To zabawne, nie uważacie? Jak się to stało, jest dla mnie tajemnicą. Kiedy się dowiedziałam, wzięłam głębszy oddech a potem się uśmiechnęłam. Tak, ta książka żyje już własnym życiem.

Dla tych, którzy mają ochotę na ciasto marchewkowe, podaję przepis uzupełniony o marchewkę:

Przepis na ciasto marchewkowe:
Są różne wersje marchewkowego ciasta. Ta jest prosta i zawsze wychodzi.
Można to ciasto robić z dzieckiem. Albo dla dziecka. 🙂
Ciasto jest korzenne w smaku i słodkie naturalną słodyczą marchewki.
Bardzo je lubię.

Sł – miksujemy 3 jajka ze szklanką cukru trzcinowego, w trakcie miksowania dodajemy cukier waniliowy, co najmniej łyżeczkę cynamonu i 200 gram rozpuszczonego masła
O – dodajemy ½ łyżki mielonego kardamonu, łyżkę startego, świeżego korzenia imbiru, utartą gałkę muszkatołową – płaską łyżeczkę
Sn – dosypujemy sporą szczyptę soli, 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia, ½ łyżeczki sody

tak tworzy się aksamitna i aromatyczna masa, do której wsypujemy:

K – 1,5 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
G – ½ łyżeczki kurkumy
Sł – no i oczywiście – dodajemy startą na grubych oczkach marchewkę – około 1 kg (przed obraniem)

Wszystko mieszamy (ja mieszam już łyżką), wylewamy na blachę i pieczemy ok. godziny.
Po wyjęciu z piekarnika, lekko przestudzone ciasto polewamy lukrem:
1 szklanka cukru pudru (mielimy cukier brązowy w młynku do kawy)
3 łyżeczki skórki z pomarańczy świeżej utartej
4 łyżki soku z pomarańczy

podgrzewamy lekko w małym garnuszku i jak trochę stężeje smarujemy ciasto.

Pokój był mały i dość ciemny.
Weszłam, rozejrzałam się niepewnie. Na krześle pod ścianą siedziała Mary – babka-wizjonerka. Mary jeździ po świecie i odpowiada ludziom na pytania.
Tego dnia była w Łodzi, przyszło do niej dużo ludzi, widocznie pytań nazbierało się wiele.
Poznałam ją dzień wcześniej, była u mnie na obiedzie. Moja sława dobrej kucharki zdążyła się już rozprzestrzenić po mieście, więc poproszono mnie, żebym ją ugościła.
Na obiad zrobiłam kotlety marchewkowe, brązowy ryż i prostą surówkę. W chwilach, które wydają mi się doniosłe zawsze robię kotlety marchewkowe. (Kilka lat później były głównym daniem na moim weselu)
Zapach smażonej marchewki z aromatem curry i prażonego sezamu otwiera serca i wywołuje uśmiech. Po zjedzeniu kotletów marchewkowych goście siadają głębiej na krzesłach i łagodnieją. To nimi właśnie uczciłam poprzedniego dnia nasze spotkanie.
Mary zjadła, uśmiechnęła się, pogłaskała mnie po twarzy i poszła.
Teraz stałam przed nią, bo ja też chciałam jej zadać pytanie.
– Z czym przychodzisz? – zapytała i spojrzała na mnie uważnie.
– Stoję przed progiem w moim życiu – powiedziałam i poczułam ulgę. To zadziwiające jak dobrze robi głośne powiedzenie tego, co jest w środku.
– Zaczynam szkołę, chcę zostać terapeutką. – dodałam.
Mary słuchała kiwając głową, jakby potakiwała moim słowom.
– Chcę usłyszeć od Ciebie czy to jest dla mnie dobre? Co mam w życiu robić? Co jest mi pisane? Czy jest jakiś plan mojej duszy, za którym mogę pójść? – pytałam patrząc w jej oczy z determinacją, szukając w nich odpowiedzi.
– Chcesz zostać terapeutką? – powtórzyła lekko zawieszając głos.
Zastygłam w oczekiwaniu.
– No tak… – jej wzrok powędrował w rejony dla mnie niedostępne. – Możesz być terapeutką… – powiedziała kiwając głową.
Poczułam się lekko zaniepokojona. Jakoś mało mocy było w tym stwierdzeniu.
– Chcę również prowadzić ośrodek na wsi, do którego będą przyjeżdżali ludzie na warsztaty i zajęcia rozwojowe….
Siedziała zapatrzona w przestrzeń nad moją głową.
– Tak, tak… – odpowiedziała po krótkiej chwili – możesz mieć nawet kilka takich ośrodków. To dobre dla ciebie i dla ludzi.
Mówiąc wciąż patrzyła w przestrzeń ponad moimi myślami.
– Mam 45 lat i nie wiem, co mam w życiu robić.. – powiedziałam w końcu lekko rozżalona.
– Rób co chcesz tylko gotuj.. – odpowiedziała.